środa, 31 lipca 2013

Instrukcja obsługi

Z cyklu: Dr Carmella radzi...

Zawsze zastanawiał mnie fakt, dlaczego różnię się od niektórych ludzi. Dlaczego wolę siąść w domu i poczytać książkę, zamiast iść z innymi na imprezę do klubu? Nie lubię tańczyć, nie przepadam za muzyką, jaką tam grają. Myślałam, że to są dwa główne powody. Dlaczego czasem po zajęciach nie chciało mi się iść ze znajomymi na pizzę, piwo czy do jakiegoś pubu? Bo byłam zmęczona i nie miałam ochoty na ich towarzystwo?

Wcale nie jest tak, że jestem samotnikiem, który chowa się w domu i potrafi tygodniami nigdzie nie wychodzić, bo nie potrzebuje. Nie. Często mam ochotę z kimś się spotkać. Ale... byle nie trwało to cały dzień i byleby nie miało to miejsca zbyt często. Lubię ludzi, lubię ich towarzystwo, ale nie zawsze. Mama jęczy, że nigdy nie chcę jechać odwiedzić cioci czy wujka (nieprawda, nie zawsze), czy innej rodziny, że jestem odludkiem. Zabawne. Ciekawe, czy jeśli jej powiem, że nie wszyscy żyją dzięki nieustannym kontaktom z innymi ludźmi, że niektórzy wolą posiedzieć w domu, to znowu powie, żebym nie wymyślała?

Nie mówię, że w moim otoczeniu mam do czynienia z samymi wampirami emocjonalnymi (choć może i jest kilka takich osób), ale jakoś nie czuję potrzeby widzieć się z kimś non stop. Czasem zastanawiam się, jakim cudem przeżyłam wyjazdy na klika/kilkanaście dni ze znajomymi w wakacje. Wiadomo, ze spotkania można się urwać wcześniej, a jeśli już się pojedzie z kimś na dłużej, to nie nie ma takiej opcji.

Więc no. Jeśli coś ode mnie chcecie, to lepiej się odzywajcie, bo ja dość rzadko mam takie potrzeby. I to wcale nie oznacza, że nie odzywam się do kogoś, bo się nie stęskniłam, bo nie mam czasu, bo specjalnie nie kontaktuję się z nim, żeby szybciej zerwać znajomość. Potrzebuję ludzi wokół siebie, ale nie dwadzieścia cztery godziny na dobę, nie siedem dni w tygodniu.

Jakiś czas temu, przeglądając Tumblra, znalazłam też taką historyjkę, która nomen-omen też się jakoś ma do tego tematu.

82 komentarze:

  1. Masz prawo spędzać swój wolny czas, jak tylko chcesz. ;) Mi też mama ciągle wypomina, że powinnam częściej wychodzić z domu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że mam, tylko niestety moja rodzina nie rozumie, że nie każdy jest ekstrawertykiem.

      Usuń
    2. Nic na to nie poradzimy...

      Usuń
    3. Po prostu inni muszą się przyzwyczaić. ;)

      Usuń
    4. Powtórzę się, ale... szkoda, że nie chcą tego przyjąć do wiadomości. O przyzwyczajeniu się w ogóle nie ma mowy ;)

      Usuń
  2. Mam dokładnie to samo! Chyba roześlę tę instrukcję do wszystkich moich znajomych. ♥

    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Śmiało rozsyłaj! Może w końcu coś zrozumieją :)

      Usuń
    2. To będzie bardzo introwertyczna odpowiedź: rezygnuję, bo nie chce mi się nawiązywać z nimi kontaktu. ;)

      Usuń
  3. Ciekawa historyjka.
    A cd. posta to mam podobnie. Tylko, że bardzo chciałabym być taka towarzyską dziewczyną i co chwile umawiać się na jakieś wypady z różnymi paczkami znajomych ale jakoś nie potrafię. Juz czasem wolę po prostu po-nołlajfić, bo taj wygodniej ;)
    Pozdrawiam,
    Lina

    http://zchmurki.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak chcesz, to możesz próbować choć trochę się zmienić, ale nie wiem, czy to ma prawo się udać, bo jeśli coś jest w Tobie zakorzenione, to ciężko się tego tak całkowicie pozbyć. Przynajmniej takie jest moje zdanie :)

      Usuń
  4. Oj, ja jestem typowym introwertykiem. Nie lubię ludzi... i cóż zrobić xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy dwa wyjścia: albo spróbować choć trochę polubić ludzi albo w ogóle się tym nie przejmować xD

      Usuń
    2. chyba właśne chodzi o to, że mnie to w ogóle i totalnie.. nie obchodzi :D

      Usuń
    3. Aj noł :D Szkoda tylko, że niektórzy ludzie powzięli sobie za cel zmienienie mnie..

      Usuń
    4. Znam to z doświadczenia, więc łączę się w bólu...

      Usuń
  5. O ja... Wiesz co... Jak tak czytam tę notkę, to tak jakbym czytała siebie sprzed kilku lat. Byłam dokładnie taka sama pod tym względem. I wiesz, teraz też trochę jestem, z wiekiem po prostu człowiek się uczy lepiej się maskować - co jest durne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy ja wiem? Mam już swoje lata i wcale nie maskuję swojej introwersji, baa, nie wiem nawet, czy nie jestem jeszcze większym odludkiem niż parę lat temu.

      Usuń
    2. A może to nie kwestia wieku, tylko niekoniecznie pozytywnych życiowych doświadczeń, którymi się człowiek nie chce dzielić.
      Taaa, Lollapalooza... Ale marzy mi się jakiś festiwal w Europie, tam można czasem spotkać The Cure.

      Usuń
    3. E, nie wiem, ale na pewno nie mogę powiedzieć, że mam jakieś ekstremalne traumatyczne przeżycia.
      Może niedługo The Cure przyjadą na jakiś większy polski festiwal, typu Open'er?

      Usuń
  6. a mnie zastanawia, czy można się zmienić z introwertyka w ekstrawertyka? bo jak można, to ja jestem świetnym przykładem ;) i chociaż o wiele lepiej mi ze sobą teraz, to jestem też w stanie zrozumieć, że ktoś po prostu nie ma aktualnie ochoty na wychodzenie z domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam zielonego pojęcia, ale jeśli przytrafiła Ci się taka przemiana, to może jest to możliwe :)

      Usuń
    2. ponoć nie na rzeczy niemożliwych w zasadzie ;)

      Usuń
    3. Ojj, niektóre są niemożliwe, ale może akurat nie ta XD

      Usuń
    4. może :D
      na swoje usprawiedliwienie mam to, że w domu wolałam siedzieć w gimnazjum, to może po prostu wraz z dorastaniem zmieniła mi się osobowość ^^

      Usuń
    5. Nie wiem... Może po prostu zmieniłaś znajomych na jakichś lepszych i stwierdziłaś, że lubisz spędzać z nimi czas? o___O

      Usuń
  7. Nawet nie wiesz jak ja Ci tego zazdroszczę. Dla mnie spędzanie czasu w samotności, w domu to istna męczarnia. A niestety moi znajomi to - nie ma na nich lepszego określenia, za które Ci dziękuję - wampiry i wilkołaki emocjonalne w jednym. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu nie ma czego zazdrościć. A jeśli otaczają Cię ludzie, którzy wysysają z Ciebie energie,t o chyba trzeba po prostu poszukać innych...

      Usuń
    2. No właśnie to szukanie to nie taka prosta sprawa :/ Owszem mam znajomych, ale daleko od siebie. :/ Jeszcze trochę i stracę kontakt i z nimi :/
      Jestem skazana na Twilight :/

      Usuń
    3. No to przykro mi, bo nie wiem, co Ci mogę innego doradzić :(

      Usuń
    4. I tak dziękuję, że chociaż próbowałaś :) Ja sama muszę sobie wszystko jakoś ułożyć :) Od września będzie lepiej, bo zamierzam iść do pracy, a od października studia, więc wtedy nie powinnam już aż tak narzekać :) Na pewno będę (każdy musi :P) ale nie aż tak xD

      Usuń
    5. Od tego są blogowi znajomi - od doradzania w różnych przypadkach :) No widzisz. Może akurat w pracy poznasz fajnych ludzi. Albo na studiach. Albo poza studiami przez jakichś znajomych ze studiów. Kto to wie? ;)

      Usuń
  8. Ja mam potrzebę widzenia ludzi non stop, ale podobnie jak Ty, nie lubię tańczenia, itp. Wolę posiedzieć z puszką piwa w ręku, przy telewizorze albo dobrej muzyce. W dobrym towarzystwie, w przyjemnym miejscu, a nie w klubie, który jest wypchany kimś, kto jest beznadziejny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego, co piszesz, to nazwałabym Cię kimś pomiędzy introwertykiem a ekstrawertykiem, ale nie jestem psychologiem ani psychiatrą, żeby to analizować... ;D

      Usuń
    2. Taaak, jestem tak na skraju. Granica intro i ekstrawertyka ;) I czasem jestem taka, drugim razem zupełnie inna.

      Usuń
    3. Wydaje mi się, że to najlepsze, co może być, bo nie popadasz w skrajności.

      Usuń
    4. Może, jednak czasem przeszkadza. Bo to jest jakoś niezależne ode mnie, kiedy idzie w górę, a kiedy w dół.

      Usuń
    5. Nie ma chyba cechy charakteru, która dogodziłaby ludziom w stu procentach ;)

      Usuń
    6. Sam optymista to zrozumie, ale każdy inny niestety nie :)

      Usuń
    7. Szczerze, to jeszcze nie spotkałam człowieka, któremu przeszkadzałby optymizm :)

      Usuń
    8. No to widocznie jestem pierwsza, bo nie lubię, jak ktoś cały czas chodzi w różowych okularach, uśmiecha się i mówi, że wszystko jest piękne, mimo że nie jest :)

      Usuń
    9. No nie tak, że zawsze chodzi się w różowych okularach i mówi, że wszystko jest piękne. To głównie potrafienie znalezienia czegoś dobrego w każdej sytuacji i też wiara, że człowiek da sobie radę i siła w nie poddawanie się.

      Usuń
    10. Ale w niektórych sytuacjach nie ma niczego dobrego, więc nie potrafię zrozumieć takiego podejścia, że trzeba na siłę szukać jakiejś zalety.

      Usuń
  9. Doskonale cię rozumiem :) Lubię ludzi tak raz na jakiś czas a poza tym uwielbiam spędzać czas we własnym towarzystwie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Też jestem introwertykiem i według mnie jest to całkowicie normalne, a nawet i potrzebne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że Ci "inni" nie rozumieją ;D

      Usuń
  11. Też wolę posiedzieć w domu zamiast chodzić na imprezy, lubię czytać, słucham trochę innej muzyki niż non stop słychać w radio. Po prostu wolę swoje towarzystwo, bo niektórzy swoim zachowaniem mnie dobijają, zawsze sądziłam że jestem dojrzalsza od innych, więc może to po części dla tego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro czujesz się dojrzalsza niż inne osoby w Twoim wieku, to coś w tym może być, że za nimi nie przepadasz, ale u mnie to nie o to chodzi.

      Usuń
  12. Taka już twoja natura. Też jestem introwertykiem i jak najbardziej Cię rozumiem.

    OdpowiedzUsuń
  13. Jesteśmy na przeciwległym biegunie. Spotkań i to jak najczęstszych wręcz łaknę, tylko sposobności brak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem i rozumiem Cię :(

      Usuń
    2. Odnoszę wrażenie, że zawsze chcemy czegoś zupełnie odwrotnego niż mamy w danym momencie.

      Usuń
    3. Może nie zawsze, ale pewnie w większości przypadków mogłabym się z Tobą zgodzić.

      Usuń
    4. Nie pojmuję ludzi ze sobą na czele - powiedział przyszły socjolog :P

      Usuń
    5. Nie ma to jak się znać na swojej profesji! :D

      Usuń
  14. Mogłabym podpisać się pod każdym słowem. Dlatego teraz przy poszukiwaniu mieszkania mam taki dylemat... Cokolwiek nie wybiorę i tak będę skazana na towarzystwo obecnie nieznanych mi ludzi, niestety :P.

    Twoja notka przypominała mi się przez ostatnie dni, bo znalazła się osoba, która uparcie moją chomikową kulę usiłowała przebić... Przyjemne to to nie było, miałam ochotę na "człowieku, dajże mi spokój, tylu innych ludzi tu jest, nie widzisz?!" :P Teraz próbuję naładować na nowo baterie... już bez wychodzenia z domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrym rozwiązaniem byłoby w takim wypadku posiadanie własnego oddzielnego pokoju w tym wybranym mieszkaniu, ale wiem, ze nie zawsze to jest możliwe... Ale może akurat Ci teraz "nieznani" ludzie, niedługo zmienią się w "już poznanych" i nie będą tacy całkiem najgorsi? :P

      Nie lubię takich ludzi, którzy za wszelką cenę chcą mnie do czegoś namówić, gdzieś wyciągnąć i choćbym miała milion sensownych wymówek, to oni się nie poddają :|

      Usuń
    2. Jak już pisałam u siebie - dogadałam się z dziewczyną z roku, póki co szukamy opcji bez kolejnych osób. Z nią jedną może się dogadam... biorąc pod uwagę nasze przesiadywanie po nocach ;).

      Ja też, ale tutaj sytuacja była troszkę inna. W efekcie... cóż, właśnie biorę się za napisanie wiadomości do tej osoby - dobrowolnie, bo koniec końców nawet przyjemnie nam się rozmawiało - a to jest praktycznie cud ;).

      Usuń
    3. Może jednak znajdziecie kogoś, z kim będziecie się dobrze dogadywać i np. za rok postanowicie przygarnąć tę osóbkę :D

      Okej, nie musisz mi nic tłumaczyć, bo zdaję sobie sprawę, że niektóre historie są długie i skomplikowane. Ale jak sama się odzywasz do tej osoby, to chyba nie przeszkadza Ci, że była w stosunku do ciebie taka upierdliwa :P

      Usuń
    4. Najpierw wypadałoby wreszcie zakończyć te poszukiwania... Ostatnio znalazłam fajną ofertę, zobaczymy, czy coś z niej wyniknie :).

      Najpierw się wściekałam, później najwyraźniej przyzwyczaiłam... Pomogła też świadomość, że tej osoby nie zobaczę przez najbliższy rok, no to mogę sobie pozwolić na bycie przez chwilę milszą ;P.

      Usuń
    5. Do października masz jeszcze trochę czasu, ale wiadomo, że im szybciej się coś zaklepie, tym lepiej, także życzę szczęścia i powodzenia!

      No to faktycznie lepiej nie zostawiać dziwnej atmosfery an taki długi czas. Czasem da się trochę pocierpieć, żeby móc się uwolnić od kogoś na jakiś czas. [Wiem, jak to brzmi, ale nic na to nie poradzę]

      Usuń
    6. Twoje życzenia najwyraźniej odniosły pożądany efekt :D.

      Fajnie to brzmi, w dodatku słusznie w większości przypadków :D. "Mój" przypadek... W zeszłym tygodniu zaczęłam o tym pisać, wkrótce pewnie dokończę i wrzucę. Chociaż przez tyle dni obecność tej osoby mnie niesamowicie irytowała, to później spędziłam z nią dość przyjemnie czas - a nie stałoby się to gdyby nie tyle wcześniejszych godzin spędzonych na próbach dostania się do mojej chomikowej kuli (przysypiam nad laptopem, nie chce mi się teraz szukać normalniejszego określenia). Dostał się, krzywdy nie zrobił, może w jakimś stopniu utwierdził w przekonaniu, że okoliczne chomiki to niekoniecznie wredne gryzonie ;).

      Usuń
    7. Cieszy mnie to! :D

      Niestety brzmi to słusznie, bo chyba niewiele osób by chciało usłyszeć coś takiego - że spotkanie z nimi są dla nas przykrą koniecznością... Może być też tak, że po prostu nie jesteśmy takie "łatwe" i nie chcemy dać dostępu do nas byle komu. Czekamy na tych najsilniejszych, którym naprawdę na nas zależy i którzy mają tyle determinacji, żeby do nas w końcu w jakiś sposób dotrzeć? o___O

      Usuń
    8. Mnie jeszcze bardziej ;).

      Najwyraźniej... Tylko kto właściwie ma tyle cierpliwości, żeby jednak starać się poznać, otrzymując w zamian same uniki? Nie chce, zgrywa urażoną księżniczkę - do widzenia, szkoda marnować energię na podejmowanie kolejnej próby.

      Usuń
    9. Widocznie i tacy ludzie istnieją, skoro tak nas męczą ;)

      Usuń
  15. Wiesz co? Ja to chyba jestem osobowością mieszaną, o, tak mi ostatnio przyszło na myśl. Taki introwertyk i ekstrawertyk jednocześnie, bo ja nigdy nie mogę być jednoznaczna, cholera. W dodatku z jednej strony cierpię na poważną fobię społeczną, a z drugiej naprawdę kocham ludzi i chyba potrzebuję zarówno samotności, jak i towarzystwa w idealnie równych proporcjach, serio. No bo tak, z tutaj taka trochę samotnica, książki, gry, święty spokój i dużo, bardzo dużo myślenia, a w ogóle to mam dość, idę do domu, ale jednak taka trochę dusza towarzystwa, co to zawsze najgłośniej się śmieje i ciągle próbuje ludzi z domu na piwo wyciągać, i w ogóle to najchętniej by was wszystkich wyściskała, bo tak was strasznie kocha. I bądź tu człowieku mądry... Ja już nawet nie próbuję siebie zrozumieć, bo to się kompletnie z celem mija. ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem żadnym psychologiem czy kimś takim, żeby to oceniać, ale może faktycznie jest tak, że po prostu raz potrzebujesz samotności, raz towarzystwa. W sumie ja też czasem mam potrzebę widzenia się z ludźmi, ale nie tak ogromną :D

      Usuń
    2. Każdy chyba tak ma, że czasem mu trzeba samotności, a czasem towarzystwa. Może to też zależy od tego, o jakich ludziach mówimy. Ja miałam to szczęście, że trafiłam na istoty tak cudowne, że teraz to chyba na głowie stanę, byle tylko kontaktu z nimi nie stracić. A znamy się ile, miesiąc, dwa? Nie więcej. Z niektórymi rozmawiałam najwyżej trzy razy, a i tak ich uwielbiam. Kiedyś mnie trzeba było wołami z domu wyciągać, a teraz to sama ciągle do wszystkich piszę i kombinuję, jak ich tu z domu wyciągnąć. :) Powiem Ci, że jak na introwertyka-outsidera to ja się zadziwiająco szybko do ludzi przywiązuję. :)

      Usuń
    3. Powiem Ci, że ja też znam kilka takich najlepszych na świecie istot, ale i z nimi nie mogłabym przebywać 24 godzinę na dobę. Nieważne, czy znam ich kilka miesięcy, czy parę ładnych lat. Nie chcę Cię zniechęcać, ale z moich "doświadczeń" wynika, że jak kogoś poznam, to też jest miło, przyjemnie i w ogóle, ale parę miesięcy później jakoś to gaśnie i nieważne, ile wspólnych rzeczy nas łączy... :(

      Usuń
    4. Nie zniechęcasz, już ja sama dobrze wiem, jak to zazwyczaj wygląda - większość moich fajnych znajomości była przelotna, kilka miesięcy i potem koniec, bo jakoś tak czasu nie było, żeby się spotkać, jakoś się to wszystko zawsze urywało. Takich naprawdę stałych znajomych to mam raptem kilku i to takich, z którymi się przyjaźnię już od ładnych paru lat, a reszta to tak się pojawia i znika. Tyle tylko, że i mnie nigdy jakoś specjalnie nie zależało na utrzymywaniu kontaktu z innymi, więc mi to wielkiej różnicy nie robiło. Ale teraz sobie myślę - do diabła z tym, się postaram, żeby było dobrze, najwyżej się nie uda, ale przynajmniej nie będę miała sobie za złe, że w ogóle nie próbowałam. :)

      Usuń
    5. Zazwyczaj braknie albo czasu na spotkania, albo chęci. I to nie zawsze z naszej strony, więc nie warto się tym zadręczać. Ale mimo wszystko, nieważne jak bardzo samotnym odludkiem się jest, chyba warto mieć jakieś takie przyjazne istoty wokół, nieprawdaż? :D

      Usuń
  16. Mój post mógłby wyglądać totalnie tak samo. Też tak mam, że po prostu czasami nie mam ochoty widywać się z ludźmi. Mimo że to lubię. I moi rodzice też tego nie rozumieją. Tak więc łączę się w bólu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem ludzie są chyba nie do zrozumienia, ale jakoś mnie to nie martwi ;)

      Usuń
  17. Wbrew pozorom wcale nie jest tak, jak nam się wydaje - że tylko my wolimy zostać w domu, samotnie niż iść do jakiegoś klubu. Już nie raz się o tym przekonałam, bo rozumowałam dokładnie jak ty. A co do mojej osobowości i rozważania czy wolę jednak samotność czy czyjeś towarzystwo, to mam chyba tak samo jak Rewa. Lubię to i to, aczkolwiek częściej zostaję jednak sama, gdyż nie cierpię na nadmiar znajomych, hoho.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mówię, że tylko ja jestem "inna" i że wolę spędzać czas samotnie, chociaż jeśli patrzę na moich znajomych, to niestety tak to wygląda. Każdy woli ludzi, zabawę i żeby non stop działo się coś szałowego...

      Usuń
  18. Ja dokładnie mam tak samo, wole posiedzieć sam w domu niż łazić od klubu do klubu

    OdpowiedzUsuń