sobota, 27 października 2012

I've seen a million miles, met a million faces

To był mój najlepszy prezent urodzinowy, a właściwie przed-urodzinowy jak do tej pory. Wątpię, czy coś będzie w stanie jeszcze kiedykolwiek go przebić. Chociaż nie wiem, czy prezentem można nazwać coś, co sama sobie zorganizowałam, sfinansowałam, o co się sama wystarałam i nikt mi w tym nie pomagał, ale załóżmy, że można. Brakowało mi jedynie towarzyszki niedoli, którą szybko i bez problemów znalazłam, i odrobiny szczęścia, które akurat tego dnia sprzyjało mi wyjątkowo. Wymarzyłam sobie koncert Shinedown, wymarzyłam sobie spotkanie z zespołem, uściski, autografy, zdjęcia i miłe rozmowy, wymarzyłam sobie "45", "Unity", "Amaryllis" i "Simple Man" na koncercie. Chciałam usłyszeć na żywo hipnotyzujący głos Brenta, zobaczyć śliczny uśmiech Zacha, posłuchać solówek na perkusji Barry'ego i zamienić kilka słów z gadułą Erickiem. Miałam to wszystko dosłownie na wyciągnięcie ręki przez cały koncert, ale nie tylko, bo po koncercie również.

Gdy Brent powiedział, żeby wszyscy obecni w klubie cofnęli się cztery kroki od sceny, bo się o nas martwi i nie chce, żeby nam się cokolwiek stało, zastanawiałam się, o co tu w ogóle może chodzić. Chwilę później Brent dodał: Be safe. Next song is called "45". Nie potrzebowałam ani słowa wytłumaczenia więcej. Jakby ktoś miał ochotę posłuchać historii piosenki, to proszę bardzo - KLIK.

Wiem, że niektóre zespoły na każdym koncercie obiecują fanom, że wrócą "soon", że to był najlepszy koncert, żeby nie poczuli się urażeni. Jednak Shinedown to nie pierwszy zespół, który tak komplementował polską publiczność za śpiewanie wraz z nimi, za dobrą zabawę, więc coś w tym musi być. W dalszym ciągu jestem też pod wrażeniem stosunku zespołu do fanów podczas i po koncercie. Nigdy nie spotkałam takich uroczych ludzi, a miałam już do czynienia z kilkoma zespołami. Mimo że dzień wcześniej mieli koncert w Niemczech, dotarli autokarem do Warszawy, niewyspani, zmęczeni, o pierwszej w nocy przyszli do nas. Każdemu poświęcili krótszą lub dłuższą chwilę. Zrobili sobie zdjęcie z każdym, kto chciał. Pogadali z każdym, kto miał im coś do powiedzenia. I oby było tak jak Brent powiedział po koncercie: "We promise you from a bottom of our hearts we will see you again next year and the year after that, and the year after that, and the year after that, and the year after that, and so on, and so on, and so on".

Parę dni później miałam urodziny. Spędziłam je siedząc pod kocem z ciepłą herbatą, oglądają filmiki z koncertu. Nie, to nie było żadne PCD. Siedziałam tak pół dnia uśmiechnięta od ucha do ucha z biletem z autografami chłopaków w dłoni, ze zdjęciami w zasięgu wzroku. Nawet nie przeszkadzało mi to, że życzenia złożyło mi dosłownie kilka osób spośród prawie 300 "przyjaciół", których ponoć posiadam na pewnym portalu społecznościowym. A nawet przyjaciółki z liceum nie zmieściły się z głupim SMSem w ciągu tych tysiąca czterystu czterdziestu minut w ciągu dnia. Tak to jest, gdy nagle usunie się swoją datę urodzenia w profilu i nie dostanie się powiadomienia o czyichś urodzinach ;-) Wtedy wychodzą na jaw wszystkie te szczere życzenia.


P.S. Wiem, że zostałam wybrana przez Solamente i Huś do napisania "Siedmiu faktów o mnie", ale zostawię to na inny raz, bo na razie nie mam pomysłu :-)

134 komentarze:

  1. Rzeczywiście świetny prezent urodzinowy! Od samej siebie, bo czasem jeśli sama o siebie nie zadbasz, nikt tego nie zrobi... Przy okazji, wszystkiego najlepszego! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może zadbaliby w ten czy inny sposób, ale na pewno nie lepszy *skromność*. Chociaż skoro nawet nie pamiętali o moich urodzinach, to byłoby jednak ciężko.
      I dziękuję :)

      Usuń
    2. Przykre to trochę. Czasem wystarczy podać fałszywą datę urodzin na fejsie i można się przekonać, jakich ma się przyjaciół.

      Usuń
    3. Niestety, tak to już jest w teraźniejszych czasach, gdzie to Facebook jest wyznacznikiem wszystkiego i jeśli ktoś coś tam umieści to jest to najświętszą prawdą. A jak nie umieści, to znaczy, że to nie ma znaczenia.

      Usuń
    4. Dlatego nie znoszę fejsa. Co nie zmienia faktu, że codziennie na niego wchodzę i marnuję czas.

      Usuń
    5. Ja mam tak samo. Choć ostatnio częściej jestem tam tylko obserwatorką.

      Usuń
    6. Ja raczej też, ale kocham ten 'pyk', kiedy przychodzi wiadomość, bo na fejsie zazwyczaj rozmawiam tylko z jedną osobą.

      Usuń
    7. Na FB są dźwięki? Co Ty mówisz? :D Ale rozmowy z pewnymi osobami są fajne, obojętnie czy na gadu-gadu, czy na FB, czy gdzie indziej :)

      Usuń
    8. U mnie są, więc u Ciebie też być powinny, chyba że je wyłączyłaś. :) Oj tak, te wszystkie portale społecznościowe czasami się na coś przydają.

      Usuń
    9. To musiałam je wyłączyć, bo naprawdę mam żadnych dźwięków, pomimo nowych powiadomień czy wiadomości. Jeśli miałabym włączone, to muzyka by mi się automatycznie ściszała, a tak nie jest...

      Usuń
    10. Dobrze jest mieć taki dźwięk, bo gdyby nie on, często w ogóle nie wiedziałabym, że ktoś do mnie pisze. A tak, słysząc ten dźwięk, od razu robi poprawia mi się humor.

      Usuń
    11. Jeśli Ci tak wygodniej, to oczywiście. Ja przyzwyczaiłam się do funkcjonowania bez niego i nie jest mi już potrzebny.

      Usuń
  2. chodzę do 3 gim. a nauki jest dużo.
    A co do dredów to właśnie chce tylko jednego ;)
    hmm to powiem Ci że przyjaciół masz bardzo fajnych...
    powinni chociaż wiedzieć kiedy masz urodziny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedy byłam w Twoim wieku nie musiałam się praktycznie wcale uczyć, ale być może teraz wiele się pozmieniało w polskim szkolnictwie.
      Właśnie zaczynam zdawać sobie z tego sprawę od jakiegoś czasu i coraz bardziej przekonuję się, jakimi to oni są "przyjaciółmi" :D Wiele rzeczy powinno się wiedzieć, no ale różnie to później wszystko wychodzi.

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Nie wiem, jak to zabrzmi, czy w ogóle tak można powiedzieć, ale "bardzo warto" :D

      Usuń
    2. Wiem co czujesz, jak jestem na koncercie swojego zespołu ukochanego, to czas staje w miejscu a ja sobie myślę, że matko, jak sie cieszę, że tu jestem ;)

      Usuń
    3. Właśnie ja zazwyczaj na koncertach mam jakieś dziwne przebłyski myśli, że jeszcze tylko kilka piosenek, że to już ostatnia, że już do nas nie wrócą, a przynajmniej nie dzisiejszego wieczoru, ale wtedy, o dziwo, tak nie było :D

      Usuń
    4. ja jak na Coldplayu byłam, to wyjść nie mogłam :D z jednej strony wiedziałam, że muszę wyjść chwilę wcześniej, żeby w korkach nie stanąć, a z drugiej taak mnie ciągnęło żeby zostać :D

      Usuń
    5. Tu mi się akurat nie spieszyło, bo busa miałam dopiero po siódmej rano, więc nie musiałam się spieszyć ani szybko zbierać czy ogarniać.

      Usuń
  4. Znam historie paru ich piosenek, ale "45" akurat nie. Dzięki!
    Słuchałam jej ledwie parę minut przed trafieniem na Twój wpis... Żałuję, że mnie tam nie było.

    Wszystkiego najlepszego! Którego miałaś urodziny? Chciałabym za rok życzyć Ci życzenia o właściwej porze, a nie jak teraz z opóźnieniem... :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brent obiecał, że będą do nas wracać każdego roku, więc mam nadzieję, że za rok zobaczymy się na ich koncercie! :)

      Jesteś urocza! :D 24.10 :)

      Usuń
    2. Kto wie...

      Haha dzięki, nikt mnie jeszcze tak nie nazwał xD. Data zapisana, i jeśli w ciągu najbliższych miesięcy nigdzie mi nie znikniesz to... cóż, sama się przekonasz ;).

      Usuń
    3. Na razie nie planuję nigdzie stąd wybywać, ale sama wiesz - nie mogę obiecać, bo nie wiem, co będzie za kilka tygodni czy miesięcy.

      Usuń
    4. Wiem... A masz w zwyczaju często zmieniać swoje wirtualne "miejsce zamieszkania", czy jak gdzieś się zadomowisz, to już na dłużej? Znam osoby, które co parę tygodni/miesięcy zaczynały wszystko od nowa, i znowu, i znowu... a właściwie to znałam. Trudno za kimś takim nadążać.

      Usuń
    5. To też zależy. Na początku mojej "blogowej kariery" często zmieniałam adresy czy zaczynałam od początku, ale później trochę się ustabilizowałam i jak założyłam takiego ostatecznego bloga na Onecie, to miałam go do tragicznego końca w kwietniu br., kiedy to już nie wytrzymywałam psychicznie z tamtym portalem i postanowiłam przenieść się tu ;P

      Usuń
    6. Podziwiam tych, którym udało się wytrzymać w takich warunkach - kto wie, może nawet są teraz zadowoleni z wordpressa? :P. Ja w przekonaniu o słuszności swojej decyzji o porzuceniu "ostatecznego" trzylatka i zwianiu tutaj utwierdziłam się wtedy, gdy pożegnalny wpis próbowałam opublikować przez pięć godzin. Wszystkie wątpliwości momentalnie się rozwiały ;).

      Usuń
    7. Niektórzy z moich blogowych znajomych jeszcze się tam trzymają, ale znaczna większość przeniosła się właśnie na blogspota. Ja się tam męczyłam kilka tygodni, próbowałam komentować inne blogi, ale jak 247936625 razy wyskakiwały mi błędy, to i moja cierpliwość w końcu się skończyła...

      Usuń
  5. Cieszę się, że wszystko było tak, jak sobie wymarzyłaś :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się cieszę, bo pierwszy raz w życiu to, co sobie wymarzyłam spełniło się tak dokładnie, jak chciałam, a nie dokładnie na odwrót jak zwykle!

      Usuń
  6. Ja jeszcze pamiętam moje przeżycia po Ursynaliach w 2011 roku - Simple Plan. Chciałabym przeżyć to wszystko jeszcze raz. Chociaż inne zespoły też chętnie bym zobaczyła.
    Coś w tej naszej polskiej publiczności jeśli chodzi o rock jest - naprawdę wiele rockowych [i tym podobnych] zespołów wraca i cały czas chwali polskich fanów. No cóż - po prostu jesteśmy najlepsi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A byłaś we wrześniu ubiegłego roku na SP? Bo mnie tak na Ursynaliach zachwycili, że we wrześniu też pojechałam i też było świetnie, jednak ten koncert Shinedown pobił SP :)

      Oglądałam parę filmików tych samych zespołów, co ugrają u nas, z koncertów w Niemczech i tamtejsi fani jednak nie są zbyt skorzy do skakania, śpiewania i szeroko pojętej zabawy na koncercie :C A i tak wszystkie zespoły grają kilka koncertów w Niemczech i 0 lub 1 w Polsce, bo wiadomo, że Niemcy mają więcej €...

      Usuń
    2. Też właśnie to zauważyłam - w Niemczech jest więcej koncertów, ale atmosfera milion razy gorsza. Zresztą moja znajoma była kiedyś na koncercie właśnie w Niemczech i jak mi opowiadała o tym wszystkim to aż mi się wierzyć nie chciało.
      Niestety byłam tylko na Ursynaliach, bo do Wawy mam cholernie daleko i rodzicielka nie dała się namówić.

      PS. Chciałam powiadomić, że zmieniłam adres bloga. Teraz jestem pod adresem http://zielona-czaszka.blogspot.com/

      Usuń
    3. Moje znajome były na SP w Berlinie i publiczność była taka drętwa, że tylko one się tam naprawdę bawiły. Chłopaki z zespołu grali w końcu koncert nie dla Niemców, ale właśnie dla Polaków, którzy tam pojechali, bo SP nie zawitali do nas wiosną tego roku...
      Rozumiem, czasem odległość jest najgorszą przeszkodą, której nie sposób pokonać.
      Jak tylko dorwę się do linków, to zmienię!

      Usuń
  7. I takich prezentów powinnaś sobie robić jak najwięcej nawet, jeśli nie ma konkretnej okazji. :D Rozumiem, że za rok jak wszystko dobrze pójdzie, to widzisz się z Shinedown ponownie? :D Ja daty ważnych dla mnie osób zapisuje sobie w kalendarzu w telefonie tak na wszelki wypadek, żeby o nikim nie zapomnieć. Myślę, że ludzie nawet nie zwracają uwagi na to, kiedy ktoś ma urodziny, bo przecież od tego jest facebook. Nie ma nic bardziej mylnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nie wypadnie mi żaden egzamin (choć z tym można by podyskutować :>) ani inna ważna sprawa, to na pewno.
      A propos dat urodzin, to już znasz moje zdanie, to nie będę się powtarzać. Tylko szkoda, że niektórzy aż za bardzo polegają na tym dobrodziejstwie XXI, zwanym Facebookiem.

      Usuń
    2. Trzeba być myśli, że wszystko fajnie się ułoży i będziesz mogła bez żadnych problemów kolejny raz stanąć pod sceną podczas ich koncertu. :)

      Usuń
    3. Mi się wszelkie myśli/marzenia zawsze spełniają całkiem na odwrót (no, ten koncert był tym jedynym ogromnym wyjątkiem), więc naprawdę nie wiem, czy to dobre rozwiązanie :D Ale miałam nie smutać... :3

      Usuń
    4. Na pewno dobre, bo właśnie ten koncert pokazał Ci, że od teraz marzenia się spełniają. :D I przestań mi tu marudzić o jakiś wyjątkach. :D

      Usuń
    5. Dobra, już nie będę marudzić. Wczoraj też się bawiłam rewelacyjnie, mimo iż nie byłam przekonana do tych zespołów, bo nie przepadam za ich piosenkami, ale było meeeeegaaa. Wyskakałam się, naśpiewałam, nakrzyczałam, łydki mnie bolą, mam siniaka na biodrze, bo ludzie się o mnie obijali (why? -,-). W nocy zamarzałam na dworcu ze znajomymi, później w busie nie mogłam zasnąć, bo jakiś facet całą podróż do Lublina niemiłosiernie chrapał, a siedział niedaleko mnie w busie. To tak w wielkim skrócie wczorajszy dzień i noc :D Musiałam Ci to teraz napisać, bo zdążę jeszcze o tym zapomnieć ;)

      Usuń
    6. Do kitu z siniakami, znikną. :D Najważniejsze, że koncerty były udane i dobrze się na nich bawiłaś. Już wyobrażam sobie Twoją radosną buźkę. :D A mówiłam, żebyś mi się ciepło ubrała. Oj chyba mnie Madzia nie posłuchała. :D I bardzo dobrze, że mi o tym teraz napisałaś. Jeszcze się do Ciebie w weekend odezwę więc będziesz mogła mi o tym opowiadać. :D

      Usuń
    7. Ubrałam się ciepło i było mi okej. Tylko jak siedzisz dłużej w jednym miejscu i nic nie robisz, to jednak po jakimś czasie marzniesz. A jeszcze tam jakieś dziwne lodowate podmuchy wiatru były co jakiś czas :C

      Usuń
  8. Dlaczego nie znałam wcześniej tego zespołu i piosenki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, ale polecam Ci ich z całego serducha ♥

      Usuń
    2. Nawet nie wiesz, jak mnie cieszą Twoje słowa! :D

      Usuń
    3. To w takim razie miło mi :D a zespół zdążyłam polecić już dwóm kolegą, którym również się spodobał ;]

      Usuń
  9. piękny prezent sobie wymyśliłaś :-)
    ja nie posiadam facebooka i niestety co roku mogę się skutecznie przekonać ile osób tak naprawdę o mnie pamięta. wierz mi, że niewiele, spośród tych wszystkich ludzi, z którymi utrzymuję bliskie kontakty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coraz bardziej się o tym przekonuję :)

      Cóż, ja się poznałam na tym dopiero w tym roku, ale przecież ile można żyć w błogiej nieświadomości? Lepiej dowiedzieć się o tym wcześniej i być może mniej boleśniej.

      Usuń
  10. coś mi się o uszy obiło o tym zespole, ale bez konkretów, a teraz się zakochałam w tej piosence...
    i na swoje urodziny planuję sobie zrobić podobny prezent, bo Archive gra w Krakowie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli już to możesz znać "Second Chance" lub "Call Me".
      Bardzo dobry pomysł! Od Archive znam tylko "Again", ale jest meeeeeeeeeeeega.

      Usuń
    2. posłuchaj sobie 'Fuck U' - to mój absolutny faworyt. a 'Again' oczywiście zaraz za nim :D

      Usuń
    3. Z tego, co zaobserwowałam właśnie "Fuck U" jest ich drugą najbardziej znaną piosenką, ciekawe dlaczego :P Później przesłucham, bo na razie zaczęłam słuchać Royal Republic.
      I przypomniało mi się coś: Shinedown możesz jeszcze znać z tego, że nagrali piosenkę "Her Name Is Alice" do filmu o Alicji ;P

      Usuń
    4. no ciekawe... :D do mnie bardzo tekst przemawia :D
      RR znam tylko 'Everybody wants to be an astronaut' i strasznie to lubię :D

      Usuń
    5. Ej, spodziewałam się, że będzie trochę żywsza, ale i tak mi się podoba. Jutro ją ściągnę. Albo jak kolejny raz spojrzę na ten komentarz :D
      "Underwear" od RR jest zdecydowanie lepszą piosenką niż ta, którą znasz. Ale uważaj, bo strasznie później męczy :D

      Usuń
    6. ściągnij koniecznie :D ja ją zapętlam od wczoraj :D
      lubię takie piosenki, które męczą ;p

      Usuń
    7. Ale nie zawsze te męczące piosenki są w porządku. Mnie czasem męczą takie, które usłyszę przez przypadek w radiu, a ich nie lubię albo wręcz nienawidzę ;____;

      Usuń
  11. Któż ma nam robić lepsze prezenty niż same sobie? ;)
    Ale, stara, jak ty to robisz, że się tak z tymi gwiazdami spotykasz? :D naucz, błagam, naucz! mam chrapkę na paru piłkarzy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie my dokładnie wiemy, o co nam chodzi, a komuś, kto tego nie rozumie, ciężko wytłumaczyć.
      Nie wiem, jak ja to robię! Kiedyś po prostu pozazdrościłam jednej takiej dziewczynie i jakoś tak samo wyszło :)

      Usuń
    2. Samo tak wyszło, phi!
      Czyli muszę się bardziej starać? ;)

      Usuń
    3. No dobra, może nie samo, ale po prostu tak jakoś. Wiadomo, że nie poszłam na dworzec od razu po koncercie, ale przecież nie będę zdradzać swoich sztuczek :>

      Usuń
    4. No jasne :D OKS, to ja po prostu będę dalej czytać Twoje posty i może mimochodem wchłonę Twe tajemne moce i wykorzystam je za dwa tygodnie na koncercie Lao Che ;) (oczywiście to tylko na początek, taki polski zespół na rozgrzewkę!)

      Usuń
    5. Ja się od razu rzuciłam na Simple Plan, ale lepiej faktycznie zaczynać od tych "łatwiejszych" zespołów/wykonawców, a później tak samo zadziała to i na te większe gwiazdy ;)

      Usuń
    6. Po prostu nie mam możliwości na innym, bo to najbliższy koncert, na który idę ;)

      Usuń
    7. Rozumiem, ale zawsze lepiej zacząć od czegoś "mniejszego", o ile nadążasz za tym, o czym mówię :)

      Usuń
  12. Oczywiście, że można to nazwać prezentem! I to najlepszym prezentem, jaki mogłaś sama sobie zrobić. Aż Ci trochę zazdroszczę, tej koncertowej atmosfery, spotkania z ulubionym zespołem, całej tej niesamowitej otoczki, coś pięknego!
    Swoją drogą wcześniej nie znałam Shinedown, parę dni temu trafiłam w telewizji na którąś ich piosenkę, bodajże "Unity", ale w sumie spodobała mi się. I tak sobie myślę, że muszą fantastycznie brzmieć na żywo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takich chwilach nie żałuje się niczego - ani pieniędzy wydanych na bilet, ani nocy spędzonej na dworcu w oczekiwaniu na busa do domu, który jest dopiero rano. I wiesz, Ty też możesz tego dokonać z Twoimi zespołami! :P
      No i kocham "Unity" całym sercem. Na żywo brzmią rewelacyjnie. Brent ma taki prześliczny głos, jak mówi i śpiewa, a pozostali też są świetni w tym, co robią.

      Usuń
    2. Powiem Ci z doświadczenia, że takie noce spędzone na dworcach są zazwyczaj najprzyjemniejszymi wspomnieniami w życiu i naprawdę warto je przeżyć, a już tym bardziej, jeśli wiążą się z takimi wspaniałymi wydarzeniami, jak niesamowity koncert. :)
      Najważniejsze, że mają kontakt z fanami, że ich szanują i że to widać. Bardzo sobie cenię artystów, którzy w taki sposób podchodzą do fanów i po których widać na pierwszy rzut oka, że granie dla ludzi sprawia im niesamowitą radość.

      Usuń
    3. Pod warunkiem, że jest ciut cieplej na dworcu albo na dworze i jeśli jest jakieś miejsce siedzące, w sensie, że ławki, a nie zimne schody czy zimna podłoga :D
      To działa w obie strony - zespół szanuje fanów i my szanujemy zespół bardziej ze względu właśnie na ich stosunek do nas. To jest takie piękne :)

      Usuń
  13. Nikt nie da Ci lepszego prezentu niż Ty sama :)
    Ja tak chciałabym z Rammsteinem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możesz przecież próbować :) R+ przyjeżdżają na Impact Fest '13, więc jesteś już w połowie drogi do sukcesu.

      Usuń
    2. Ech, doskonale o tym wiem. Gdyby bilety były tańsze... No ale cóż :)

      Usuń
    3. Możesz próbować wygrać. Na pewno będzie mnóstwo konkursów. I gdybyś miała wątpliwości, ja jestem najlepszym dowodem na to, że da się wygrać bilety na koncerty :D O innych rzeczach nie wspominam.

      Usuń
    4. Będę miała to na uwadze :) A masz jakieś inne koncerty na oku? :)

      Usuń
    5. W tym tygodniu jadę do stolicy na imprezę w okazji urodzin pewnego radia, a później chyba skuszę się na koncert Iry u mnie w mieście :)

      Usuń
    6. O, IRA i u mnie gra :) W końcu tam powstali :D

      Usuń
    7. Mieszkasz w Radomiu? Muszę się tam kiedyś wybrać właśnie na koncert Iry, ale jakoś nigdy mi nie po drodze xD

      Usuń
  14. Wszystkiego naj z okazji urodzin, spełnienia kolejnych marzeń :*
    Znam to uczucie, kiedy gwiazdy okazują się przewspaniałymi ludźmi, o radości z udanego koncertu nie wspominając. Wrażenia bezcenne :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie! :)
      Dokładnie. Nie wiem, co jeszcze mogę dodać do Twojego komentarza, oprócz tego, ze zgadzam się w stu procentach :)

      Usuń
    2. W takiej sytuacji pozostaje jedynie szeroko się uśmiechnąć ;-)

      Usuń
  15. To w ciekawy, nietuzinkowy sposób spędziłaś swoje urodziny ;)

    moze-byc.blogspot.com [nowy blog - Fausta]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co prawda, urodziny miałam kilka dni po koncercie, ale uznałam to potraktowałam to jako moje urodziny, bo w moje praktyczne urodziny nie zrobiłam nic ciekawego.

      Usuń
  16. Aż się boję co się będzie działo za rok podczas Twoich urodzin :D. Oby były jeszcze lepsze :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na dzień dzisiejszy pobić może to tylko spotkanie z chłopakami z Green Day'a lub Nickelback, co jest niemożliwe. Ale za parę dni mogę zmienić co do tego zdanie :>

      Usuń
    2. Nigdy nie trzeba mówić "nigdy", bo rok to dużo i nie wiesz co może się za ten czas stać :D

      Usuń
    3. Tiaaaa, "never say never" jak to śpiewa pewien znany chłopaczek :") Żartuję.

      Usuń
    4. hahaha, na szczęście to porzekadło nie zostało wymyślone przez tego chłopaczka :P

      Usuń
    5. Chociażby zespół The Fray nagrał piosenkę o takim samym tytule i to wcześniej niż owy chłopiec.

      Usuń
  17. O zespole nie słyszałam, napewno w najbliższym czasie przesłucham niektóre ich kawałki, bo zachęciłaś mnie swoim postem :)
    A wrażenia z koncertu z pewnością muszą być niezapomniane ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo miło mi się to czyta. Chyba Shinedown nie jest zbyt znany w Polsce, a wielka szkoda.

      Usuń
    2. A jaką muzykę grają, jeżeli mogę zapytać ? :)

      Usuń
    3. Nie znam się na określaniu gatunków muzycznych, ale Ciocia Wiki podpowiada mi, że ich muzykę można zaklasyfikować do gatunków takich jak: heavy metal, post grunge czy metal alternatywny. Aczkolwiek wydaje mi się, że ich muzyka nie jest tak ciężka, jak na to wskazują nazwy tych gatunków...

      Usuń
    4. Nic nie szkodzi, mi wystraczyloby powiedzieć, że grają rocka, bo w tego typu muzyce właśnie gustuję :)

      Usuń
    5. No to posłuchaj ich sobie i daj znać, czy Ci się podoba. Ale nie bój się powiedzieć, jeśli nie, bo przecież każdy ma inny gust muzyczny, więc nic Ci nie zrobię :>

      Usuń
    6. Ja lubię sobie probowac różnych. rodzajów rock‘owej muzyki, chociaż jeszcze rok to tylko w uszach grało mi Led Zeppelin, ACDC i Evanescence :)

      Usuń
    7. Ja tak próbuję nie tylko z muzyką rockową i czasem dziwię się, że mój Winamp jeszcze mnie za to nie zlinczował :D

      Usuń
    8. Wiesz, mój Winamp, to mnie raczej wielbi, bo czasami zamiast ostrych brzmień gitar i perkusji, to "dla oddechu" puszczam sobie muzyke klasyczną, zwłaszcza Chopina, no i soundtracki z Harry`ego Pottera ;)

      Usuń
    9. Co do różnorodności, to też jest u mniej sporo takiej :)

      Usuń
  18. ale Ci zazdroszczę, nie słyszałam o tym zespole, ale szybko to zmienię ;> jeśli chodzi o urodziny, to właśnie niestety tak jest - gdyby nie portale społecznościowe większość nawet nie miałaby o nich pojęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że wkroczyliśmy w erę, gdzie nie ma życia bez portali społecznościowych i ludzie nie potrzebują pamiętać o niektórych datach. Mogę mieć tylko nadzieję, że w przyszłości się to jeszcze zmieni.

      Usuń
  19. Tak możesz to nazwać prezentem dla siebie, tak dziękuję za te kilka ciepłych słów o tym zespole, niedawno przypadkiem włączyłam ich piosenkę szukając zupełnie czegoś innego , mimo że jest to hard rock jak określają ich nie jedne portale słowa tych piosenek są tak piękne !!!!!
    Historia "45" super!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie widziałam, co oni wypisują na tej Wikipedii. Dla mnie to niekoniecznie hard rock, raczej jakiś zwykły rock. Albo niezwykły. Nie znam się na określaniu gatunków muzycznych :D

      Usuń
    2. Dla mnie to też zdecydowanie nie jest hard rock dlatego zdziwiłam się gdy to przeczytałam .. Nie wnikając w szczegóły - najważniejsza i tak jest muzyka i piękne słowa:)

      Usuń
    3. Najważniejsze, że ich muzyka wpada w ucho i dotyka serca ;)

      Usuń
  20. O zespole nie słyszałam, ale zazdroszczę. Wybrałaś się na koncert ukochanego zespołu, ja tylko czekam, że Coldplay wrócą do Polski i tym razem nie ma, że nie jadę.. muszę, spełnić choć jedno ze swych marzeń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to powiedział ktoś z zespołu My Riot: "Prawdziwym sensem życia jest walka o spełnianie naszych marzeń", więc życzę szczęścia! :)

      Usuń
  21. Nigdy nie słyszałam o tym zespole, ani ich piosenek, ale historią, którą opowiedział tak mnie wzruszyła, że od razu poczułam do nich sympatię :) Widać, że to prawdziwi artyści, którzy tworzą prawdziwą i zmieniającą życie, muzykę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są mega sympatyczni. Nie spodziewałam się też, że tak strasznie miło podejdą do fanów, jak o tym napisałam w poście. I strasznie miło mnie tym zaskoczyli :3

      Usuń
    2. Takie podejście jest bardzo ważne, jeśli chcą tych fanów mieć ;) Ale wiem, że zdarzają się tacy, którzy fanów mają gdzieś...

      Usuń
    3. I niestety po takim niemiłym podejściu zespołu do fanów, robię się trochę uprzedzona do nich, mimo iż lubię ich piosenki ;<

      Usuń
    4. Nic w tym dziwnego. Sami sobie tym szkodzą.

      Usuń
    5. A później się dziwią, dlaczego nagle wierni fani się od nich odwracają albo coś takiego...

      Usuń
  22. Ja nie lubię nieszczerych życzeń, dlatego ci co mieli pamietac, pamietali ... O zespole rowniez nie slyszalam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba tak właśnie było. Tylko szkoda, że tak mało było tych osób. Ale trudno :)

      Usuń
  23. Zazdrość znów przepełnia mą duszę! Dobra, zespołu nie znam, ale cholernie zazdroszczę ci faktu, że mogłaś spędzić chwilę ze swoimi idolami! Mogę sobie wyobrazić, co czułaś. Ja na zeszłoroczne urodziny dostałam od mamy bilet na koncert Bon Jovi i normalnie przeryczałam ze szczęścia pół koncertu. c: Ludzie się na mnie dziwnie patrzyli, ale co tam (wyobraź sobie taką szaloną nastolatkę, która ryczy jak dziki bawół, śpiewa i kołysze się w rytm piosenki... to zwyczajnie nie ma prawa istnieć)!

    A te życzenia... Cóż, tak też się zdarza. Czasami widzę jak ludzie, z którymi rozmawiałam może raz (ale rozumiesz, na fejsbuczku ich mam) składają mi ciepłe życzenia, a w rzeczywistości nawet nie pamiętają, jak mam na imię. Dlatego przyjmuję sobie do serca tylko te od najbliższych. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale jestem pewna, że to jest konstruktywna zazdrosć - taka, że też będziesz chciała cos takiego przeżyć i dążyć do tego! A propos Bon Jovi - dzisiaj ogłosili, ze przyjeżdżają do Polski 19 czerwca, do Gdańska :D

      Tylko gorzej, jak nawet Ci, których uważasz za najbliższych, nie złożą Ci życzeń, bo FB im nie przypomniał... Ale już to jakoś przeżyłam ;P

      Usuń
  24. Rzeczywiście coś niesamowitego :) Dla mnie w tym roku na urodziny zagrał Iggy Pop i chociaż nie udało mi się zrobić sobie z nim zdjęcia ani złapać niczego lecącego ze sceny (to wyjątkowo, bo mam do tego talent, serio!), to spełniłam swoje marzenie i przez cały koncert latałam na fali. Wyobrażam sobie co czujesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam tylko "I am the passenger..." od Iggy'ego :3 A co do lecących rzeczy ze sceny, to nigdy, nigdy jeszcze nie udało mi się nic złapać. Ale kiedyś musi być ten pierwszy raz, więc czekam cierpliwie. A co masz już w swojej "wyłapanej" kolekcji?

      Usuń
    2. Najcenniejsza jest kostka od gitary Jamesa Hetfielda :)

      Usuń
  25. Nie znam tego zespołu, ale cieszę się, że tak fajnie się bawiłaś : )

    OdpowiedzUsuń
  26. Tak w ogóle, to klepnełam Cie u siebie do kolejnego łańcuszka, więc jakbyś nie miała pomysłu na post, to znajdziesz go u mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już mam jeden zaległy i dopiero się zbieram do jego napisania D: Ale zaraz zerknę i najwyżej wykorzystam to w bliższej lub dalszej przyszłości.

      Usuń
  27. Zespołu nie znam(pewnie mnie pobijesz za to :D), ale też chciałabym mieć takie wspomnienia. bardzo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pobiję, czemu? To nie jest jakiś bardzo znany zespół, więc nie musiałaś wcale o nim słyszeć.

      Usuń
  28. Lubię takie zespoły, którym naprawdę zależy na fanach. Do tej pory byłam tylko na koncercie 30 Seconds To Mars i stwierdzam, że akurat ich podejście do fanów jest nieco wymuszone, trochę od niechcenia. Niby padały zwroty, że polska publiczność jest najlepsza, że nigdzie nie grało im się tak dobrze, jak w Łodzi, ale przecież na każdym koncercie mogą tak powiedzieć. (Właśnie spojrzałam na kalendarz - byłam na ich koncercie dokładnie rok temu). Muzyka niezła, show też dobre, no ale tej więzi z fanami jednak brakuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dla mnie 30STM są w ogóle dziwnym zespołem. Pierwsze skrzypce gra tam Jared i większość fanek tego zespołu jara się tylko nim i nikim więcej. Znam przypadki, gdzie wielkie fanki nawet nie znają imion pozostałych członków zespołu. Mówię tu całkiem serio.

      Usuń
  29. Świetne uczucie, mi towarzyszył nasz polski Kult, chyba jeden z ulubionych zespołów i również niesamowicie, niesamowicie się tym jarałam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja za Kultem nie przepadam, ale niedługo idę na koncert Iry i podejrzewam, że też będzie podobnie, czyli świetnie!

      Usuń